Aż poleje się ropa
Paweł Olechnowicz: Jeszcze kilka lat temu pozycja gospodarki rosyjskiej i jej możliwości rozwojowe były w zupełnie innym miejscu. Dzisiaj Rosjanie mają do dyspozycji ogromne pieniądze i inaczej ukształtowaną strukturę całej gospodarki. Rosyjski sektor paliwowo-energetyczny jest w centrum zainteresowania premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa, projekty jego rozwoju i budowy są bardzo konsekwentnie realizowane i silnie wspierane politycznie. Na tak ukształtowanym, bardzo konkurencyjnym rynku międzynarodowym, LOTOS chce i może sprawnie działać. Cały czas modyfikujemy naszą strategię, poszukujemy złóż w bezpiecznych inwestycyjnie, politycznie i prawnie miejscach, uwzględniamy też ryzyko np. możliwego i przedłużającego się remontu rurociągu Przyjaźń.
Czy to oznacza, że poważnie rozważana jest możliwość zakręcenia kurka?
Musimy być przygotowani na to, że rurociągiem Przyjaźń - tym dzisiejszym, takim jakim jest obecnie - może w ogóle nie popłynąć ropa. Wszystko jest możliwe i nie zawsze musi wynikać z uwarunkowań politycznych. Ten rurociąg ma ponad 40 lat i technologicznie jest już zużyty. Bardzo ważnym elementem systemu dostaw mógłby być rurociąg Odessa-Brody- Płock.
Tyle tylko, że projekt jest bardzo ryzykowny. Rosjanie robią wszystko, żeby ten rurociąg jednak nie powstał. Konflikt w Gruzji jest interpretowany nie tylko jako gra o Osetię Południową i Abchazję.
Globalny system paliwowo-energetyczny jest układem wielowymiarowym. Istotne są nie tylko projekty gospodarcze, ważne są polityczne i militarne porozumienia wielostronne. Budowa rurociągu gazowego pod Morzem Bałtyckim jest przedmiotem negocjacji z wieloma państwami. Może więc i tutaj dojdzie do porozumienia. Strony negocjacji wzajemnie zmniejszą swoje opory wobec projektów realizowanych przez konkurentów. Bez neutralnego choćby podejścia Rosjan do rurociągu Odessa-Brody jego budowa jest trudna. Jeszcze wiele może się zdarzyć - powstaniem ważnego dla nas rurociągu zainteresowanych jest wielu graczy.
Czy dla stosunkowo niedużej firmy jak LOTOS jest jeszcze miejsce na rynku paliwowym w Polsce i w Europie?
W 2002 roku nie było jeszcze LOTOSU - była Rafineria Gdańska o mocy przerobowej 4,5 miliona ton ropy rocznie. Rząd wycenił wtedy 75 proc. akcji rafinerii - pakiet prywatyzacyjny - na 275 mln dolarów. Dzisiaj na giełdzie 10 proc. akcji LOTOSu jest warte tyle, albo więcej. Teraz przerabiamy 6 milionów ton ropy rocznie i w ponad 30. procentach mamy już zrealizowaną inwestycję, która zwiększy moce przerobowe o kolejne 4,5 mln ton rocznie. Kiedy zostanie zakończona, będziemy mogli przerabiać 10,5 milionów ton ropy rocznie, co czyni z rafinerii poważnego gracza, tym bardziej że korzystamy z najnowszych światowych technologii. Dostarczamy produkty najwyższej klasy, na które popyt jest i będzie przez następne lata. W tym coraz więcej oleju napędowego, którym zainteresowanie rośnie szybciej niż benzyną. LOTOS to również bardzo sprawna jednostka gospodarcza z silną pozycją na rynku detalicznym w Polsce.
Do tego dochodzi jeszcze Petrobaltic...
Oczywiście. Grupa LOTOS posiada też część poszukiwawcz-wydobywczą. To też inna firma niż kilka lat temu z konsekwentnie realizowaną strategią optymalnego rozwoju. Cały koncern tworzy model biznesowy oparty na trzech filarach: wydobycie ropy naftowej, jej przerób i sprzedaż produktów. Kanały dystrybucji zostały niedawno wzmocnione między innymi dzięki przejęciu polskich sieci Slovnaftu i Exxona oraz rozbudowę sieci własnych stacji. Jesteśmy już obecni na południu Polski, gdzie wcześniej naszych stacji nie było. LOTOS ma coraz większe znaczenie w tym regionie, na pewno większe niż Rafineria Gdańska i dzisiaj każda konkurencja powinna się z nami liczyć.
Co w strategii rozwoju LOTOSU jest najbardziej istotne?
Korporacja opiera się na przerobie ropy naftowej, to oznacza, że przy zwiększonych możliwościach przerobu ropy naftowej konieczne jest zabezpieczenie jej dostaw. Im większe będzie bezpieczeństwo dostaw ropy, tym lepiej będzie funkcjonował cały przyjęty model biznesowy. LOTOS jest częścią systemu bezpieczeństwa energetycznego Polski. W czasach PRL-u, było ono oparte na współpracy w ramach bloku państw RWPG. System rurociągów dostarczał ropę z ZSRR do Europy Centralnej, NRD i państw będących w rosyjskiej strefie wpływu na południu Europy. Układ geopolityczny zmienił się, zaczął funkcjonować wolny rynek, normalna ekonomia, ale wykorzystywane są w nim elementy z minionych lat. Znakomitą większość naszego zapotrzebowania na ropę pokrywa Rosja. Dywersyfikacja dostaw ropy jest wobec tego potrzebą chwili. Szukamy więc energicznie nowych źródeł surowca - oczywiście w ramach możliwości organizacyjnych i finansowych. W 2012 roku chcemy, aby 10 proc. przerabianej przez nas ropy pochodziło z własnych złóż - co oznacza wydobycie na poziomie około jednego miliona ton ropy. W przyszłości zamierzamy je zwiększyć do 20 proc. naszego przerobu.
Ropa pochodzić będzie ze złóż pod dnem morza?
Tak, Morza Bałtyckiego i Basenu Morza Północnego. Będziemy działać samodzielnie, albo z partnerem, który wspomoże naszą politykę większego wydobycia ropy naftowej. Będziemy też ropę kupować u innych dostawców niż do tej pory - mogą to być dostawy drogą morską. Nasze nowe instalacje przerobu ropy ruszą w 2010 roku. Negocjujemy już przyszłe dostawy ropy. Nie jest istotne skąd ją kupimy - czy z krajów arabskich, czy z Ameryki, czy z szelfu Morza Norweskiego. Warunki jej zakupu muszą być ekonomicznie jak najbardziej korzystne. Nie politykujemy tam gdzie to niepotrzebne. W zależności od możliwości będziemy prowadzić zwykły trading poprzez komórkę, która zajmie się zakupem tzw. kontraktów spotowych, albo będziemy próbowali zawrzeć kontrakty długoterminowe.
Rurociągi i dostawy ropy drogą morską to nie wszystko. Ważne są również magazyny ropy - a tych brakuje.
W Polsce powinien powstać centralny magazyn ropy, który zabezpieczałby potrzeby nasze i potrzeby partnerów znad basenu Morza Bałtyckiego. Takie miejsca są nawet w rejonie pomorskim, czyli praktycznie w najbliższych okolicach LOTOSU. Wtedy bezpieczeństwo energetyczne znalazłoby się na wyższym poziomie.
Czy dla LOTOSU przestawienie się z przerobu ropy rosyjskiej na ropę arabską stanowi problem technologiczny i ekonomiczny?
Ropa naftowa z różnych złóż różni się składem chemicznym. Najbardziej istotna jest w niej zawartość siarki. Jej poziom określa, czy mówimy o ropie lekkiej, czy ciężkiej. Urządzenia muszą być inaczej przygotowane do rop ciężkich, wysokosiarkowych powyżej 3,5 proc. a inaczej do tych, które mają 0,2-0,4 czy 1-1,5 proc. siarki. Nie jest jednak tak, że ropę wysoko lub średnio zasiarczoną mają tylko Rosjanie i odwrotnie, ropę nisko zasiarczoną mają wyłącznie Arabowie. Nasze instalacje są przygotowane do optymalnego ekonomicznie przerabiania ropy średnio (i nieco wyżej) zasiarczonej, ale nie bardzo wysoko. Rafineria, o czym należy pamiętać, była budowana pod dostawy ropy z Iranu, dopiero później zmieniły się założenia i dostawy surowca szły ze wschodu, rzeczywiście gatunkowo podobnych rop. Na świecie oblicza się, że rop średnio i wyżej zasiarczonych jest więcej niż rop lekkich. Starając się o koncesje wydobywcze, mniej mnie martwi to, jaka tam będzie ropa. Chodzi o to, by w ogóle była.
Czyli jesteście w stanie przerobić wszystko?
Wszystko sprzedamy na pniu - bo jest popyt. Szukamy ropy w szelfie norweskim, bo to bliska i bezpieczna strefa gospodarcza, najszybciej możemy dotrzeć tutaj do złóż, a ryzyko inwestycyjne jest właściwie zerowe. Kiedy już ją znajdziemy, to zdecydujemy, czy ją będziemy przerabiać, czy sprzedamy lub wymienimy za ropę bardziej odpowiednią do naszych instalacji.
A jak ważna jest dla LOTOSU produkcja asfaltu, zwłaszcza w świetle planów budowy dróg i autostrad w Polsce?
Produkcja asfaltu to istotna część naszej strategii. Produkujemy około miliona ton asfaltu rocznie. Rozumiemy potrzebę rozwoju infrastruktury drogowej i chcemy na tym zarabiać. Sprzedajemy również asfalty za granicę i tę sprzedaż też chcemy rozwijać - na tyle, na ile będzie to efektywne i opłacalne cenowo. Interesują nas rynki Ukrainy, Rumunii i Słowacji oraz Skandynawii.
Ważne są też oleje silnikowe.
To nasz produkt sztandarowy, którego rozwój będziemy bardzo poważnie traktować. Przecież od ich nazwy wzięła się obecna nazwa firmy - LOTOS. Pod względem sprzedaży olejów jesteśmy liderem w Polsce. Wypełniamy około 30 proc. rynku. Nasze oleje są też coraz bardziej rozpoznawane poza Polską i coraz lepiej się sprzedają, więc zakładamy, że będziemy tę sprzedaż zwiększać.
Najważniejszym rynkiem sprzedaży gotowych paliw pozostanie dla LOTOSU Polska.
Najlepszym i bardzo perspektywicznym jest rynek krajowy. Pod kątem jego potrzeb rozbudowujemy nasze moce produkcyjne i technologiczne. Planujemy produkować ponad 2,5 miliona ton więcej oleju napędowego, trochę więcej benzyn i w zależności od potrzeb, więcej paliwa lotniczego. Są to paliwa, których w Polsce i w Europie brakuje. Działamy w konkurencyjnym otoczeniu, więc nierozsądne byłoby stwierdzenie, że całą naszą produkcję sprzedamy w kraju. Potencjał produkcyjny LOTOSU jest większy. Będziemy więc sprzedawać paliwa na rynki zagraniczne, ale przy stosowaniu zasady najwyższej zyskowności i najlepszej opłacalności.
Nie zamierzacie budować własnej sieci stacji benzynowych poza Polską?
Teraz nie. W Polsce chcemy mieć około 10 proc. rynku detalicznego. Głównie będą to stacje zlokalizowane przy ruchliwych trasach, w tym przy autostradach. Mamy też projekty budowy tańszej sieci stacji benzynowych.
Ile LOTOS ma stacji benzynowych i ile chce mieć w 2012 roku?
Stacji mamy obecnie 348 - w tym własnych 134. W następnych latach sieć będzie dalej ujednolicana - stacje będą miały to samo logo i oferować będą taką samą jakość produktów. Ilość stacji w 2012 roku nie jest najważniejsza. Ważne żeby sieć realizowała założony w strategii poziom sprzedaży.
Kto jest największym konkurentem LOTOSU?
Orlen - w każdym obszarze działania na rynku polskim. Natomiast na rynku detalicznym silne sieci - szczególnie BP, Shell i Statoil.
Czy ma sens fuzja Orlenu z LOTOSEM?
Każdy pomysł biznesowy jest godny rozważenia. Z mojego punktu widzenia wszystko jest możliwe, co jest logiczne i sensowne. Z pewnością istnieje potrzeba konsolidacji aktywów - jesteśmy zbyt mali, a rynek zmienia się zbyt szybko. Jeżeli nie skonsolidujemy się wewnętrznie w kraju, wtedy możemy stać się ofiarą taniego, łatwego przejęcia. A tego nie chcemy. Zamierzamy przecież odgrywać istotną rolę na rynku paliwowym w Europie. Do koncepcji wszelkich fuzji należy podchodzić bez emocji. Trzeba sprawdzić jaki będzie efekt, co z tej synergii wyniknie, jaka będzie wartość dodana przedsięwzięcia.
Wymarzony partner strategiczny dla polskich spółek paliwowych to...
Daleki jestem od wymieniania nazwy, natomiast tych firm nie jest wiele. Poprzez rurociąg Przyjaźń i zakupy ropy z Rosji ze wschodem jesteśmy już w wystarczający sposób biznesowo powiązani. Jesteśmy w Unii Europejskiej, trzeba umieć znaleźć się w tej strukturze i w niej szukać szans. Dla mnie to jest rynek, gdzie powinniśmy upatrywać partnera i wspólnie z nim realizować politykę energetyczną Unii Europejskiej.
Ile zapłacimy za benzynę za pół roku?
Nie jestem wróżką, natomiast mówiłem w czerwcu, że w czasie wakacji nie wydarzy się nic takiego co spowoduje, że będziemy płacić ponad 5 złotych za litr benzyny. I faktycznie nawet mimo wojny w Gruzji ceny nie idą do góry.
Może być jeszcze taniej?
Tego bym nie powiedział. Jeżeli dolar zacznie się umacniać, to cena paliw pewnie pójdzie w górę. Nie jest uzasadnione rozumowanie, że jeżeli w ciągu tygodnia cena ropy spadła o 15 dolarów na baryłce, to w następnym tygodniu natychmiast cena benzyny na stacjach powinna pójść odpowiednio w dół. To, że stacje też chcą zarobić jest naturalne i nie można zmusić nikogo do nieekonomicznego prowadzenia biznesu ze stratą. Jest to wynikiem pewnej bezwładności rynku i konkurencji na nim. Jeżeli dzisiaj kupiłem ropę po 140 dolarów i wyprodukowałem z tego paliwo, to żeby zarobić - mimo że sprzedaję paliwo w czasie, kiedy ropa jest o 20-30 dolarów tańsza - muszę sprzedać na rynku hurtowym wyprodukowane paliwo w cenie uwzględniającej cenę zakupu przerobionej ropy. Moim zdaniem nie ma przesłanek, żeby w tym roku cena paliwa na stacjach w Polsce przekroczyła 5 złotych. No chyba że dojdzie do kolejnych dramatycznych wydarzeń na świecie. Mam nadzieję, że to nie nastąpi. Wierzę w mądrość i rozwagę tych, którzy na losy świata wywierają największy wpływ.
Wywiad opublikowany 4 września 2008r. w Rynku Kapitałowym. Z Pawłem Olechnowiczem, prezesem Grupy LOTOS rozmawiał Janusz Palicki.
Serwis internetowy Profil Korporacyjny
